Zbliżamy się do Arad i tylko pół godziny drogi dzieli nas od spotkania z Balla Gézą. Jest to właściciel winnicy Wine Princess, symbol, ikona, producent jednych z najlepszych win z odmian kojarzonych z Węgrami. Winnica leży w regionie winiarskim Kriszana (Crisana) w apelacji Minis. Jeszcze podczas mojego pobytu w Tokaju zaobserwowałem pewne zadumanie i zatroskanie wynikające z kompleksów, jakie wzbudzają wina od Balli w węgierskich winiarzach. Nie możemy się więc już doczekać, bo wiemy, że zostaniemy ugoszczeni prawdziwym rumuńskim obiadem, a degustację win poprowadzi sam mistrz.

Skręcamy na wschód, aby zbliżyć się do zachodnich krańców wielkiego pasma Karpat, które łagodnie obniżają się, tworząc idealne tereny dla winorośli. Miejsce to słynęło niegdyś z najwyższej jakości win ze szczepów kadarka czy feteasca regala. Jednak w drugiej połowie XX wieku winiarstwo zaczęło tu podupadać, „blok wschodni” zalał społeczeństwo morzem prostego, tępego, rozwodnionego napoju winopodobnego. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych rozpoczęto odbudowę winnic, obsadzano kolejne parcele, rewitalizowano zaniedbane starsze krzewy oraz zaczęto na nowo edukować się w tej dziedzinie.

Siedzimy na pięknym placu. W otaczających go budynkach z soku winogronowego powstaje wino. Głód się wzmaga, ten fizjologiczny i ten towarzyszący miłośnikom wina widzącym kolejne, otwierane na ich oczach butelki. Dokoła przystrzyżona trawa, alejki, drzewa, na środku piec, w którym na ogniu w kociołku dusi się podobno nasz obiad. Podobno jest to tradycyjna potrawa jednogarnkowa, podobno jest to gulasz z dziczyzny, podobno będzie podany z kluseczkami ziemniaczanymi, podobno niedługo i podobno bardzo smaczny. Wiemy jedno, lekki wiaterek wprost do naszych nosów doprowadza nieziemski aromat ziół, przypraw i duszonego mięsa, pobudzając pracę naszych ślinianek. Balla, z wyglądu przypominający cinkciarza spod peweksu z lat osiemdziesiątych, zasiada przy stole. 

Mówi o winie, które właśnie odczytujemy, dotleniając je w ustach, i temat pochłania go bez reszty. Co rusz zerka na nasze twarze, by poznać pierwsze wrażenia. Już pierwsze wino z endemicznego szczepu mustoasa de Maderat zapowiada ciekawą lekcję dobrze wykonanych regionalnych win, jest aromatyczne i sprężyste, wyższa kwasowość skłania do połączenia go z białą rybą bądź owocami morza. Następnie degustujemy feteasca regala. Na koniec panelu z białymi winami, na których przeznaczono 15% upraw winorośli, otwieramy pierwszy z najwyższej linii Stone Wine, eksponat, furmint, odmianę rozpowszechnioną przez region Tokaj. Teraz już wiemy, dlaczego na Węgrzech winiarze czują się zakłopotani, gdy słyszą o winach Balla – ma bogaty bukiet; kwiaty, miód, owoce białe i tropikalne oraz niuanse żywiczne i kamieniste wskazują na wino niebanalne, w ustach pełne i intrygujące z charakterystyczną mineralnością i dobrym balansem. Kolejne wino, będące prologiem do win czerwonych, to różowa kadarka, której bukiet uderza świeżością i witalnością. Przechodzimy do win czerwonych: feteasca neagra, kadarka, pinot noir z trzech linii wskazują, że czeka nas niemała przeprawa. Wszystkie wskazują na kunszt winiarza i całkowite okiełznanie uprawianych szczepów. Widać w nich myśl, ideę, każde jest inne, każde ciekawe. W pamięci utkwi nam kadarka i jedyne pokazane nam wino kupażowane „Ballada”, nazwane oczywiście od imienia jego autora. Były wyjątkowe i otrzymały najwyższe noty. Teraz możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z ikoną, która zawstydziła wszystkich producentów kadarki i furminta, szczepów które po wielu latach wróciły do korzeni, gdyż pochodzą właśnie z tych okolic.


Zbliża się 17.00, głód narasta. Balla nie tylko jest pochłonięty rozmową na temat win, lecz także z fascynacją na twarzy i dumą sączy kolejne kieliszki. Blada z natury skóra jego twarzy staje się różowa, następnie czerwona, by przejść miejscami do purpury. Wspominam nieśmiało o posiłku, wskazując palcem piec. Nie ma mowy. Balla, którego ochrzciliśmy „Ostatnim Apaczem”, zamierza teraz zaprowadzić nas do budynku produkcyjnego, który z grzeczności musimy obejrzeć. Następnie udajemy się do miejsca, gdzie wino leżakuje w beczkach, nabiera aromatów i garbników, szlachetnieje, aby potem trochę odpocząć w butelkach, zanim zostanie wprowadzone na rynek. Zaczynamy kolejną degustację wina serwowanego przez Ballę za pomocą pipety prosto z beczek. Jego autor wpada w euforię. Pokazuje nam wina, które dopiero zmiesza albo które za dwa lata będą gotowe, także te, które już dobrych kilka lat leżakują. Wracamy, mam nadzieję, że na kolację. Okazuje się, że nie. Teraz udajemy się na zbocza pokryte winoroślami, aby zobaczyć, jak zadbane są jego krzewy.

W końcu upał, zmęczenie i głód zostają zrekompensowane niesamowicie udaną wizytą. Nie trzeba chyba wspominać, że gulasz z jelenia był znakomity. Bogactwo smaków i aromatów przyprawiło o mały zawrót głowy. Wsiadamy do samochodu i ruszamy w sześciogodzinną podróż na południe kraju. Jutrzejsza wizyta w Oltenii, która leży na tym samym równoleżniku co Bordeaux czy Piemont, zapowiada kolejny ciekawy i owocny dzień.

 


Fundacja ENO Carpathian
Kombornia 1
38-420 Korczyna

Tel.:(+48) 13 435 42 89
Fax: (+48) 13 435 42 88
fundacja@enocarpathian.eu

 

© 2013-2017, Enocarpathian.eu